Terrordome.net.pl - TERRORDOME - Recenzje - Official Terrordome Thrash Hardcore Terror Site


"SPLIT IT OUT" 2008 SPLIT CD Terrordome/Lostbone



Recka Split It Out - Metal Rulez - 2010

To splicik z rodzaju tych, które łyka się praktycznie 'z marszu'. Dwie kapele, sześć utworów i zaledwie kwadrans mocnej, energetycznej jazdy. Na poczštek swoje trzy kawałki prezentujš panowie z Lostbone. Warszawiacy w sprawny sposób mieszajš agresywność thrashu z energetycznymi hardcore'owymi klimatami. Wychodzi z tego całkiem soczysty (a jakże!) thrashcore napędzany Sleyer'owatymi riffami (wystarczy posłuchać pierwszych taktów "Doorway", a już wiemy jakimi dźwiękami uszy tych chłopaków były karmione w młodości). Świetna praca gitar, mięsiste brzmienie i dobry, agresywny wokal. Co z tego, że riffy raczej do oryginalnych nie należš? Ważne przecież, że muza porzšdnie kopie dupsko... Te kilka minut mija jak z bicza strzelił (dosłownie) i swoje trzy grosze do tego splitu dokłada krakowski Terrordome. W ich przypadku muzyka jest jeszcze bardziej dzika i nieokiełznana. Agresywny thrash miesza się tutaj z gwałtownym i brutalnym grind corem. Dużo w tej muzyce luzu, spontanu i pewnego specyficznego chaosu. Te kawałki to energetyczne petardy, które pełnię swoich możliwości pokazujš pewnie dopiero podczas koncertów. Jeśli macie w danej chwili za dużo siły i czujecie się niewyżyci to możecie przez kilkanaście minut ostro pomachać dyniš. Ten splicik doskonale się do tego nadaje...

Ocena: 7/10
Recenzent: Prezes

Recka Split It Out - Masterful Magazine - 2009

Płyta, która do mnie przemówiła. Wykrzyczała "weź mnie ponownie" oraz "nie pozwól mi odejść". Wziąłem i nie pozwoliłem, bez wahania i bez skrupułów. Materiał to krótki, bardzo treściwy i za sprawą obu kapel zróżnicowany. Część Recenzentstwa Lostbone to potężny, świetnie wyprodukowany hardcore z domieszką Slayer. Brzmienie jest soczyste, znakomicie współgra z wybuchową, intensywną muzyką. Motoryka utworów nie pozwala na rozkojarzenie, oddech, rozprężenie. Ciężkie, rwane core'owe riffy współistnieją w dobrej komitywie z thrash'owymi petardami. Nad całością rozbrzmiewa niski, zaraźliwie emocjonalny, wyeksponowany wokal. Z twórczością Terrordome zetknąłem się wcześniej recenzując ep'kę "Shit Fuck Kill". Podobało mi się wówczas, dziś podoba mi się jeszcze bardziej. Na nowym materiale poprawiło się brzmienie, choć zespół nie zrezygnował z chaotycznego, noise'owego charakteru oprawy dźwiękowej. Terrordome hałasuje, pieni się i piekli w bardzo przekonywujący sposób nie spędzając wiele czasu przed lustrem. Zespół stawia na żywioł i nieskrępowany przepływ energii. Brud, luz, hardcore'owy puls, grincore'owe zrywy, thrash'owy pierwiastek i wyrazisty wokal. Można chcieć czegoś więcej? Tak, można chcieć więcej dobrej muzyki Recenzentstwa obu zespołów.

Ocena: 8
Recenzent: Robert Jurkiewicz

Recka Split It Out - Mroczna Strefa - 2009

(Split-CDR 2008 / własna produkcja) To bardzo dobrze, że mało znane zespoły biorą sprawy w swoje ręce i jeśli tylko stwierdzą coś w stylu "dość już wydawania kolejnych demówek! Wypuszczamy to jako normalne wydawnictwo!", robią to. Tak właśnie zachowały się dwie ekipy: warszawska LOSTBONE oraz krakowska TERRORDOME i wspólnymi siłami zmajstrowały split o tytule "Split It Out", na który wrzuciły po trzy numery. Kapele obracają się w podobnej stylistyce, choć inaczej brzmią. LOSTBONE stawia na ciężki hard-core z zapędami ku szybkiemu thrash metalowi i bujającemu grind-core'owi w stylu EXTREME NOISE TERROR. Mają ekspresyjnego wokalistę, który brzmieniem głosu przypomina nieco Aumana z FRONTSIDE. Ponadto uważam, że obie kapele (sosnowiecka i warszawska) czerpią z podobnych wzorców, stąd podobieństwa nie ograniczają się tylko do strony wokalnej. Podobna dynamika, rwanie do przodu, konkretne riffy i wbijające się w pamięć fragmenty tekstu (jak na przykład w "Vultures"). Trzeba przyznać, że LOSTBONE postarało się o czytelne brzmienie z wyraźnie słyszalnymi partiami poszczególnych instrumentów. Mi osobiście przypadła do gustu bardzo dobra praca perkusisty, który w tych nielicznych momentach, gdy pozostaje sam lub z basistą na placu boju, nieźle miesza. Przez osiem minut trwania tych trzech utworów dzieje się wiele i oby tak było też przy okazji dłuższego materiału. Pokombinowałbym jednak na miejscu zespołu ze strojeniem gitar: może tak trochę je obniżyć, co pozwoliłoby na większe zaakcentowanie pałera, który muzyka tej kapeli niewątpliwie ma. TERRORDOME z kolei akcentuje większą dzicz i nieco przybrudzone brzmienie, ale to też kawał mięsistego grania utrzymanego w konwencji bardzo szybkiego grind-core'a z oldskulowymi thrash'owymi akcentami. Potrafią też trochę poszarpać rytmikę i przypomina to wściekłe i uniwersalne już brzmienia ekstremalnych hard-core'owców. W swoich krótkich utworach, podobnie jak ich koledzy z LOSTBONE, umieli pomieścić dość sporo, jest więc miejsce i na gwałtowne zmiany tempa, krótkie gitarowe solówki i chóralne wrzaski w czymś na podobę refrenów. Przez niecałe 6,5 minuty młócą okrutnie i jest to ciekawe rozwinięcie gwałtownego ataku z debiutanckiego demo "Shit Fuck Kill", a jednocześnie obiecująca zapowiedź tego, co może powstać w przyszłości. A w składzie muzycy, którzy przy swoim niedługim stażu z niejednego pieca chleb jedli, bo mamy tu muzyków między innymi z INSEMINATOR, FORTRESS i SOLNORTH. To znak, że Kraków ponownie chce coś znaczyć w undergroundowym światku muzycznej ekstremy. Bez cienia skruchy polecam to krótkie, acz konkretne wydawnictwo z łypiącą dziko czachą na okładce. DIY rules!

Ocena: 7,5/10 (Lostbone), 7/10 (Terrordome)
Recenzent: Diovis

Recka Split It Out - Chaos Vault - 2009

W kwadrans można wiele. Można odbyć stosunek, przeczytać gazetę, zrobić sobie kawę, zjeść szybki obiad, wymienić koło, narysować słonia czy nadmuchać materac. Można też dostać, lub spuścić, soniczny wpierdol. Na dowód tego ostatniego przykładu, mam ja epkę, dzieloną przez Lostbone i Terrordome. Trwa ona kwadrans. Bez kilku sekund. I jest to bardzo intensywne piętnaście minut. Najpierw Lostbone. W gruncie rzeczy hard core to nie jest gatunek, którego słucham codziennie. No ale raz na jakiś czas mogę. Zwłaszcza jeśli kapela jest dobra. A Lostbone jest dobry. Nie mam zbyt szerokiego spektrum porównawczego odnośnie muzyki kapeli, no ale orientacyjnie powiem Wam, iż więcej tu core’a niż metalu. Ale jest to mocne, brutalne granie, żadne tam emo bojące się świata. Druga kapela to już lepiej mi znane Terrordome. Bardzo lubię tę kapelę, a tym którzy nie czytali recenzji ich wcześniejszej epki „Shit Fuck Kill” spieszę z objaśnieniem, iż grają oni kurewsko intensywny, agresywny i szaleńczy thrash core/crossover z klimatem, jakby wyjęli ich żywcem z lat osiemdziesiątych i początku dziewięćdziesiątych. Czyli w pas kłaniają się nam szyldy Stormtroopers Of Death, Suicidal Tendencies czy D.R.I.. Surowa produkcja i czysta energia walą prosto w ryj, aż człowiek żałuje, że to taki krótki materiał. A jako, że krótki materiał, to i recenzja nie będzie długa, zwłaszcza, że oba materiały są proste i nie ma się nad nimi co rozwodzić, tylko przyjąć ten cios bejsbolem w potylicę. Kurwa, gdyby płyta zawarta na tym Splicie przyjęła nagle ludzką postać, to po spotkaniu z nią wylądowałbym niechybnie na najbliższym oddziale intensywnej opieki. Epka jak najbardziej godna polecenia. Auć.

Ocena: 4,5 (Lostbone) i 5 (Terrordome) / 6

Recka Split It Out - Millenium Metal - 03.2009

Mówi się, że Warszawiacy z Krakusami tak się lubią, jak Polacy z Niemcami. Nie wiem skąd takie opinie, przecież jedni i drudzy od zawsze darzą się sympatią, co widać chociażby na stadionach piłkarskich. Nie dziwi mnie zatem, że ktoś wpadł na pomysł zrobienia splitu dwóch kapel, będących przedstawicielami dawnej i obecnej stolicy Polski. Warszawski Lostbone i krakowski Terrordome wzięli się za bary, ale który wyszedł z potyczki z tarczą? O tym za chwil kilka. Wydawnictwo 'Split it Out' to sześć kawałków - po trzy od każdego zespołu. Pierwsi na warsztat poszli Kościeje i to oni sprawili mi największą niespodziankę. Terrordome znałem dużo wcześniej, a z Lostbone zetknąłem się po raz pierwszy. Muza jaką panowie grają to agresywna mieszanka thrash metalu i hardcore’owej energii. Najłatwiej przyjąć nazwę thrashcore, ale to też nie do końca odda rzeczywisty obraz muzyki, bo można doszukać się też parę innych elementów. Weźmy taki wokal – brutalny, wpadający chwilami w growl potężny ryk, tak nasączony jadem i plujący wściekłością, że aż kapcie spadają. Numery są szybkie i dosadne, skondensowane maksymalnie i nastawione na kopanie po tyłku. Doskonałe brzmienie, świetny warsztat muzyków i sporo ciekawostek jak na tak krótki czas trwania i zbitą formę. Jest ostra jazda do przodu, ale znalazło się miejsce i dla zwolnień i załamań rytmu, jak to z „Vultures” z najlepszym dla mnie momentem, najbardziej agresywnym i nasączonym nienawiścią. Są smaczki, jest fajny feeling i jest energia skłaniająca do szaleństwa. Lostbone to jedno z ciekawszych dla mnie odkryć ostatnich paru tygodni obok demówek młodych wilczków polskiego thrash metalu. Druga część krążka to czas przeznaczony dla Terrordome – zespołu, który powstał w tym samym roku co Lostbone, ale dorobek wydawniczy ma dużo uboższy. W 2007 wydali świetną EPkę „Shit Fuck Kill”, która bardzo przypadła mi do gustu, a teraz prezentują trzy nowe numery, które pokazują sporą zmianę stylistyczną. Pierwszy materiał był dużo bardziej brutalny, do tego stopnia, że chwilami kojarzył się nawet z grindcorem, ale śladowo. Dzisiejszy Terrordome to więcej crossoveru, thrashu wymieszanego z punkiem i hardcorem i garażowe brzmienie, zmieniony wokal, bardziej szczekający i trochę nonszalancki. Numery krótkie, kąsające jak smagnięcia batem, albo jadowity wąż. Nie do końca zadowala mnie tylko brzmienie. Poprzednie wydawnictwo brzmiało dużo lepiej, ale może taki był zamysł, że ma to brzmieć garażowo, piwnicznie. Jak dla mnie jednak trochę za bardzo to szumi i szeleści, a gitary trochę gdzieś nikną momentami za ścianą bębnów i wokalu. Co prawda bębny to jeden z lepszych składników tych numerów, doskonale brzmią centralki, werbel trochę przestrzenny, ale też może być. Numery same w sobie są świetne, bez niepotrzebnych wstępów i macania się ze słuchaczem no i wspaniale muszą się sprawdzać na koncertach. Jeśli na kolejnym wydawnictwie panowie poprawią brzmienie, nie będę miał żadnych „ale”. Nigdy nie byłem fanem splitów i pewnie już nim nie zostanę, ale od czasu do czasu dobrze jest wychylić łeb z jaskini i zobaczyć co w trawie piszczy. Cieszę się, że dostałem ten krążek, bo poznałem nową, fajną kapelę. Terrordome daje sobie doskonale radę i moje stękanie o słabym brzmieniu nie zrobi pewnie na nich większego znaczenia, ale z tego pojedynku to Lostbone wychodzi z tarczą, choć przeciwnik jest zacny. Terrordome musi wziąć się do roboty. Zobaczcie, Kościeje mają już pełny album, a Wy co? Do roboty!!! Oceny nie wystawiam, bo trudno takie wydawnictwo ocenić. Lostbone: www.myspace.com/lostbone Terrordome: www.myspace.com/terrordomeband

Recenzent: Atreju

Recka Split It Out - Atmospheric - 2009

Czacha dymi. ,,Split It Out" to wspólne wydawnictwo dwóch kapel z uwielbiających się nawzajem miast - Warszawy i Krakowa. Fizycznie rzecz biorąc, split jest wykonany profesjonalnie i przejrzyście. Niewątpliwie zachęca to do konsumpcji materiału. Płytkę rozpoczyna LOSTBONE. Kapela prezentuje mieszankę stylów hardcore/thrash. Zwolennicy mocnego przyjebania powinni być zadowoleni. Utwory bazują na średnich tempach opartych na różnych rodzajach cięć i nawalanek. Muza pod względem aranżacyjnym przemyślana i autentyczna. Zapewne doskonale sprawdza się na żywo. Jest w porządku. Druga część krążka, czyli kolejne trzy utwory to TERRORDOME. Tutaj pojawia się pewne zaskoczenie. Terroryści zrobili duży krok do przodu. Muzyka nie straciła na swojej mocy, ale nabrała ogłady i jakiegoś konkretnego scenariusza. Na ,,Shit Fuck Kill" było dużo nieokiełznanego chaosu, z niektórych numerów wiało nudą. W pamięci utkwiły mi natomiast trzy killery tamtego wydawnictwa: ,,Sickness Among Us", ,,Fuckbody", ,,Boiling Dogsblood". Piszę o nich dlatego, że ,,Split It Out" stanowi rozwinięcie tego tematu wzbogacone o pewien progres. Duża zasługa w tym nowego brzmienia. O ile ,,jedynka" była jak zardzewiała żyletka, tak teraz TERRORDOME brzmi jak odkażona brzytwa. Pojawiła się nawet jakaś solóweczka na gitarce. Wokalnie bez zmian. Ryj nadal zdziera Łapa i chyba pozostanie na stanowisku wokalisty zespołu już na zawsze. Przy pierwszym odsłuchu jego maniera może drażnić, jednak z czasem jakoś logicznie się to wszystko układa. Jest zadziornie i punkowo. Zresztą chłopaków chyba gówno obchodzi to, czy komuś się to podoba czy nie. Grają po prostu swoje. Na dzień dzisiejszy pierwsze miejsce na liście mojej niedzielnej audycji zajmuje utwór ,,Pathological".
Ocena: 4/6

Recenzent: Sabian

Atmospheric Magazine #15

Recka Split It Out - NBC - 2009

W splitach drzemie niesamowita siła! I choć jest to typowo underground'owy sposób wydawania muzyki, niejednokrotnie przewyższa swoją zawartością mainstream'owe albumy. Na "Split it Out" zaprezentowały się dwie kapele: z Lostbone spotykam się po raz pierwszy, natomiast Terrordome mam przyjemność słuchać po raz drugi. Ci pierwsi pochodzą ze stolicy i mają już na koncie debiutancki krążek, który czym prędzej muszę zdobyć, bo jeżeli jest tak dobry jak te trzy utwory ze splitu, to biorę w ciemno! Bez metalcore'owego pedalstwa, zostajemy położeni trzema błyskawicznymi ciosami na glebę. Hardcore'owe wokale i thrash metalowe podłoże sprawdzają się w tym wypadku idealnie! Oczywiście z każdą sekundą oba gatunki zazębiają się tworząc bardzo spójną całość. Ci goście to nie żadne cioty, więc zapomnijcie o czystych wokalach, melodyjnych refrenach. Energia z tych kawałków daje nam niezłego kopa, np. wczesnym rankiem w drodze do pracy dostajemy odpowiedni zastrzyk adrenaliny, sił potrzebnych do przetrwania jebanych ośmiu godzin:) Uwielbiam drzeć się razem z wokalistą: "Bitches, I hope you die alone! / Bastards, I wish you burn in hell!". Gitary za każdym razem rozpierdalają mnie doszczętnie. Dzięki "Strenght Against The Weak" wiemy, że thrash metal i hardcore zawsze mają po drodze, "Vultures" ma genialny 'flow', a "Doorway" cechuje niesamowity, wręcz death metalowy ciężar. Świetna kapelka! Terrordome to również świadomi tego co robią ludzie! Troszkę inaczej brzmi ich materiał niż debiutancka EPka "Shit Fuck Kill" - takie było pierwsze wrażenie. Ale kilka, ba, kilkanaście przesłuchań później wiedziałem, że zmiany te noszą znamiona ewolucji. Kto na poprzednim materiale doszukał się wpływów Slayer, ten również i tutaj je odnajdzie, choć już w nieco okrojonej formie. Ale Terrordome śmiało eksploruje także inne gatunki. Tym razem górą jest jednak ognisty hardcore podszyty thrashowo-crustowym przekładańcem. Widać amerykańska szkoła takiego grania nie jest im obca i śmiało nawiązują tym samym do największych. Charakterystyczne są jednak wokale, bowiem Uapa ma specyficzną barwę. Jeżeli chodzi o dykcję, to wypluwane przez niego słowa maję tę punkową niechlujność w sobie. Ciekawie to brzmi i przyznam, że jestem zaskoczony takim doborem środków wyrazu przez wokalistę. Sporo też chórów w tej części splitu, co jednoznacznie odnosi nas do typowo hardcore'owej ekspresji. Dajcie szansę temu materiałowi, bo jak odstawiłem po jednym przesłuchaniu tę płytę na kilka dni (zaskoczony nieco stylistyką obu kapel), tak później nie mogłem się od niej uwolnić. Konkretne jebnięcie z obu stron, które uświadomiło mi, że jednak lubię takie granie!

Recenzent: Karel

Recka Split It Out - Psychozine 2009

Jak już wszyscy zdążyliście zauważyć jest to split kapel o warszawsko - krakowskim zestawieniu. Panowie obydwu grup serwują mi po trzy utwory, no cóż ja biedny mam począć, wycisnę trochę soku, aby każdy z was choć trochę się napił. Przejdę, zatem do pierwszej kapelki o nazwie Lostbone. Panowie na swym koncie mają już kilka wiosen, bo narodziny były pod koniec 2005 r. Trzy numery na poczet splitu pochodzą z przełomu sierpnia i września . Słuchając pierwszych taktów materiału wyłania się z głośników kawał niezłej pracy tego zespołu, zaczyna się naprawdę obiecująco, walcowate wejście już mi pasi. Główka się kiwa i duch weseli na mocny growling pana za mikrofonem, składne slayer'owske zagrania, oczywiście nie mam na myśli, że zrzynka czy coś...po prostu mocno popędzają swą thrash- corową machinę. Utwory rozbudowane w swej ukorzenionej drodze, bardzo dobra praca gitar na całym materiale a szczególnie zauważalna na ostatnim numerze "Doorway". Nie obyło by się bez pochwalenia perkusisty, dobrze pieści swoje gary że aż miło. Ogólnie dobrze się słucha Lostbone za to stawiam mocne 4 gwiazdki. Następna kapela na owym splicie to Terrordome, mieszanka punk-core'a. Ten materiał przypomni starym grind'owcom jak to było w latach 80-90 bo ich muzyka bardzo wiernie powraca do tychże czasów. Rasowe oldsholowe granie, surowe jak padnięty świniak, naparzają do końca, że aż miło. To nie jest jednak materiał dla każdego, trzeba kochać grind core, aby zrozumieć, co mam na myśli. Chłopaki czują to całym sercem jestem o tym przekonany, dla mnie jak najbardziej bomba i za to również mocne 4 gwiazdki

Recenzent: Blackstar



Recka Split It Out - Metalcentre - 2009

O ile to ich thrashowe łupanie siada mi w 100%, to te wszystkie brutalniejsze, i nie kojarzące mi się za dobrze wstawki/fragmenty za cholerę do mnie nie przemawiają. Co prawda, TERRORDOME przyzwyczaiło mnie do ultra-krótkich i intensywnych kopniaków, ale na tej epce materiał ledwo co przekracza po dwie minuty na utwór. Małoo! Zdecydowanie za mało. Niby jest kilka ciekawych riffów (zwolnienie w ''Revolving Ignorance'', aaaa), jest srogi szybki napierdol, ale czy trzeba ciągle tylko grać do przodu? TERRORDOME czy tego chcę czy nie i tak mknie do przodu. Nie wiem czy napełnieni punkową furią, grindcore'owym zacięciem czy zbyt dużą ilością wypitego redbulla, ale ja aż taki szybki nie jestem. He,he. Co prawda ten materiał nie jest zły. Wręcz przeciwnie, jest dobry, ale jeśli trafi na podatny grunt. Jak dla mnie taki numer jak ''Dickhead Stronger'', to świetny thrashowy numer, od którego aż czuć lata 80. Sympatyczne solo, fajnie wyważone tempo, bujająca rytmika, ciekawe riffy no jest tak jak ma być, więc po co to zmieniać? Aaaa.... Jest jeszcze coś. Kiedy opisywałem (a opisywałem? he,he) poprzednie wydawnictwo TERRORDOME, brzmienie mnie po prostu masakrowało. Czegoś takiego dawno nie słyszałem, to po prostu wyrywało z butów, cholera jasna, nawet przeszkadzało w słuchaniu he,he. To charakterystyczny brzmienie było czymś z czym kojarzyłem TERRORDOME i choć nie było tak przyjazne jak sobie tego życzyłem, liczyłem na to, że znów będę zmasakrowany. Pomyliłem się, a szkoda. No i na koniec słowo na niedzielę. Nie wiem czy ktoś lubi taki głos jak ten którego posiadaczem jest Uapa, ale mi za żadne, ale to za żadne skarby nie podchodzi. Gdybym słuchał punka, albo crusta to pewnie srałbym pod siebie przy takim wokaliście, który wypluwa z siebie słowa z szybkością światła, którzy warczy, piszczy, czasem nawet zagrowluje no ideał. Nie dla mnie jednak tacy chłopcy he,he. Chyba, że jest to kwestia wyćwiczenia. W takim razie zapraszam kolejnym razem i liczę, że przynajmniej w kwestii wokalu będzie zdecydowanie lepiej.

Recenzent: Chain

Recka Split It Out - Metalmundus - 2009

A to ciekawe. Warszawiacy z Lostbone i Krakowiacy z Terrorodome chyba postanowili obalić mit o wzajemnej niechęci mieszkańców obecnej i byłej stolicy naszego kraju. Czyżby porozumienie ponad podziałami w imię solidnego pierdolnięcia, hehe? Ale zostawmy te dywagacje i przyjrzyjmy się bliżej tej krótkiej (zaledwie 14 minut) płytce. Jako pierwszy prezentuje się Lostbone. Widziałem ich dwa razy na żywo i nie przekonali mnie do siebie. Dość przeciętnie to brzmiało, poza tym wkurzał mnie wokalista. Na tym materiale mieli się już zaprezentować z nowym krzykaczem – Bartonem, znanym zapewne niektórym z Chain Reaction. Czy coś się zmieniło? A owszem, ale po kolei. Najpierw „Strength Against The Weak” - naprawdę konkretny początek. Mocny wokal Bartona, który trochę inaczej tu śpiewa niż w Chain Reaction, bardziej siłowo, ale klasa ta sama i niewątpliwie jest to mocny punkt zespołu. Podoba mi się masywne brzmienie, solidnie atakuje uszy. Dalej mamy „Vultures”. „Bitches I wish you die alone”, „Fuck you motherfuckers” - z takimi lirykami oczywiście muzyka musi być odpowiednio agresywna, i taka też jest. Szybko, ostro, thrashowo, choć z wyraźnymi core'owymi naleciałościami. Świetne zwolnienie w końcówce, aczkolwiek może za bardzo kojarzące się z „Rise Or Die” Born From Pain. Tak czy siak jestem za. Trzeci i ostatni na „Split It Out” kawałek Lostbone to „Doorway”.Chyba najmniej ciekawy, ale i tak całkiem dobra rzecz. Po prostu przy dwóch świetnych kawałkach ten wypada słabiej. Co prawda tylko trzy kawałki, ale spróbujmy jakoś podsumować. Dla mnie jest to duży krok do przodu, w porównaniu z poprzednimi dokonaniami. Nie wiem, na ile pomogła zmiana wokalisty, ale jest dużo lepiej, riffy nie kojarzą się już nachalnie z innymi zespołami. Poza tym jest zdecydowanie bardziej thrashowo niż wcześniej. Nagrań dokonano w Progresja Studio, tam gdzie płytkę nagrywało też Unquadium. I w obu przypadkach okazało się, że wybrano dobre studio. Naprawdę całość brzmi bardzo dobrze. Jestem na tak i czekam na więcej utworów - świetny siarczysty thrashcore czy jak tam chcecie to nazwać. Druga część płytki to trzy kawałki Terrordome. Na początek „Revolving Ignorance” - od razu rzuca się w uszy brzmienie. Przytłumione, pozbawiające materiał kopa. W pozostałych kawałkach będzie tak samo. Niestety produkcja bardzo kuleje. A szkoda, bo sam kawałek bardzo dobry z wyraźnym basem. Jest typowo Terrordome'owo czyli: thrash, hardcore, grindcore i wypluwanie kolejnych linijek tekstu w jak najszybszym tempie. Jak znacie ich płytkę „Shit Fuck Kill”, to wiecie, o co chodzi. Dalej „Dickhead Stringer”, pamiętam ten kawałek z koncertu sprzed prawie roku, gdy zawitali do stolicy. Wtedy mi się spodobał i tu jest podobnie. Bardzo oldskulowy ochłap mięsa okraszony równie oldskulową solówką, mniam! Oczywiście całość znów oscyluje w granicy dwóch minut. Tu nie ma miejsca na wygibasy, ma być przypierdol, i jest. Na szczęście zespół pamięta o istnieniu czegoś takiego jak zwolnienia, za co jestem im bardzo wdzięczny, bo ileż można jeno napierdalać? Na koniec „Pathological”, chyba najlepszy z całej trójki, naprawdę konkretna luta. Czuję tu swądek Slayera i nie mam nic przeciwko. Czad leje się z głośników i jedyne co mi nieco psuje odbiór tego kawałka, to growle pod koniec. No jakoś nie przepadam za takimi odgłosami paszczą, ale może to kwestia gustu. Utwór sam w sobie bardzo miodny. Niewątpliwie jest nieźle, ale spodziewałem się więcej. Trochę przeszkadza mi produkcja. Z porządnym brzmieniem te kawałki działałyby ze zdwojoną siłą. Czuć, że tkwi w nich moc, tylko ktoś się słabo postarał o to, żeby ją wyciągnąć. Jeśli miałbym porównywać oba materiały, to górą jednak Lostbone. Wynika to chyba z tego, że wobec warszawiaków miałem małe wymagania, a wobec Terrordome bardzo duże i dlatego na krakowiakach się delikatnie zawiodłem. A poza tym i tak ciężko mi cokolwiek konkretnie oceniać, bo materiału jest tu za mało. Zaledwie po trzy kawałki każdej załogi, do tego utwory są bardzo krótkie, zatem tym razem oceny nie będzie. Ten split traktuję tylko jako przedsmak tego, co mnie czeka, mam nadzieję w niedalekiej przyszłości. Domagam się więcej! I dotyczy to i Lostbone, i Terrordome.

Recenzent: Maciek Rojewski








"SHIT FUCK KILL" 2007 EP CD



Recka Shit Fuck Kill - Dark Independent - 09.2009

Powstały w 2005 roku Terrordome podobno przygotowuje obecnie swój pierwszy longplay, my zaś skupimy się na pierwszym ich wydawnictwie, „Shit Fuck Kill”. EP-ka krakowskiego zespołu thrashowego zaczyna się mocnym intrem, które zapowiada niezłą jatkę podczas słuchania ośmiu kawałków zawartych na „Shit Fuck Kill”. Metalowcy nie pierdolą się i od razu przechodzą do konkretów. Dostajemy tutaj dość krótkie kawałki, za to wyjątkowo energiczne, mocne i siejące „terror w dom”. Nie jest łatwo wybrać faworyta, gdyż każdy utwór zespołu pieśni i tańca Terrordome to ciekawe połączenie klasycznego thrashu lat 80-tych ze współczesnym hardcorem. Choć sam nie jestem wielkim entuzjastą thrashcore’owych eksperymentów, muszę przyznać, że napierdalanka, którą serwują nam Krakowianie, stoi na wysokim poziomie. „Shit Fuck Kill” to solidna dawka muzyki odbiegającej od dzisiejszych emo-trendów, zatem zbierz rodzinę, babcię, kota, psa i razem zasiądźcie do EP grupy Terrordome. Terrordome to właśnie to, czego potrzebuje nasza scena muzyczna. Szkoda tylko, że chłopaki nie idą bardziej w kierunku thrashu, choć i tak ich eksperyment wypada jak najbardziej pozytywnie.

Ocena: 8/10
Recenzent: Vladymir Nox

Recka Shit Fuck Kill - Metalrulez - 06.08.2009

Piękna sprawa ten Terrordome.”Shit Fuck Kill„ zaskoczyło mnie bardzo pozytywnie. Gdzieś wyczytałem, że panowie grają połączenie thrashu z grindem. Hmmm… tego jeszcze nie spotkałem. Wydawało by się, że te style nie bardzo ze sobą współgrają, a tu miła niespodzianka. Od dzisiaj już wielce oświecony, dumnie będę kroczył przez życie i miażdżącym spojrzeniem wybijał ludziom z głów zabobony. Chłopaki z Terrordome to dopiero pokazali klasę! Nieważne jaki to styl, to ma jednym ciosem powalać i tak się dzieje! Już od samego początku płyty (no może oprócz intra) można pobujać głową to w rytm muzyki, to z podziwu. Co raz pojawiają się szybkie soczyste partie, przyprawiające o banana na ryju. Tylko 14 minut zabawy, a jednak te 8 kawałków wystarczy aby porządnie przetrzepać dupsko. Chłostanina bez litości zapodawana jest w ogromnych dawkach. Szalejąca perkusja plus ścinające z nóg partie gitar wpełzają uszami i robią papkę z mózgu. Na dokładkę chory wokal, dzięki któremu mogło by się wydawać, że chłopaki zwiali psychiatrze ze stołka. Dokładnie tak! Cała muzyka przesycona jest chorym klimatem, który nadaje jej w pewnym sensie unikatowy styl. Uwagę przykuwa praktycznie wszystko. Od samych aranżacji, po wykonanie. Nie mam się do czego przyczepić, a w końcu to dopiero próbka możliwości zespołu. Wierzę, że jak dostaniemy calaka to nas pozamiata. Oby jak najprędzej!

Recenzent: Furik


Recka Shit Fuck Kill - Warheim- 05.2008

Ep'ka "Shit Fuck Kill" to charakterystyczny i "charakterny" kawał muzyki. Gwarantuję, że już pierwsze dźwięki zerwą; wam beret z głowy a potem będzie tylko lepiej! Produkcja tego materiału przygniata tak ciężarem jak i brzmieniem. Jest to istna dewastacja, która charakterystyką; wcale nie odstaje od grindcore'a. Terrordome to maszyna do kruszenia skał i nie są; to wcale czcze obietnice. Ultraszybkie, thrash metalowe riffy. Selektywne, grindcore'owo - podobne brzmienie i core'owy wokal czynią; z "Shit Fuck Kill" piekielne oręże do zabijania. Jeśli już o wokalu mowa to jest to jedyny element, który może nie przypaść od razu do gustu jednak Łapa wkłada w niego wiele siły i z uporem maniaka stara się wyrzygać zawartość żołą;dka. Przekonał mnie do siebie i zdecydowanie pasuje do reszty. Co więcej, nadaje tej muzyce agresywniejszego wydźwięku. Muzyka Terrordome należy do kategorii muzyki rozrywkowej. Słucha się jej szybko i przyjemnie. Do niczego nie zobowią;zuje i nie wymaga wysiłku żeby ją; poją;ć. Struktury są; proste a tempo diabelnie szybkie przez co "Shit Fuck Kill" przypadnie do gustu wielu osobom. Chłopaki mają; swój "przepis na sukces" i doskonale go realizują;. Takie granie nie ma prawa nie sprawdzić się na żywo i nie dać w kość każdemu maniakowi ekstremy. Muzyka dla fanów S.O.D, M.O.D., Anthrax, Macabre i im podobnych.

Ocena: 7/10
Recenzent: Rimmon

Recka Shit Fuck Kill - Masterful Magazine - 08.2008

W porze żniw, sianokosów i pedantycznego skubania trawników, Terrordome słucha się świetnie. Zespół czyni swoją; muzyką; wrażenie równie silne, co natchniony upałem i litrami piwska operator maszyny młócą;cej, mają;cy w głębokim poważaniu filozoficzne traktaty, rozważania natury egzystencjalnej i wreszcie pozostałych uczestników ruchu drogowego. Ma do tego prawo, bo wie, że ludzkość produkują;ca seryjnie i bez umiaru myślicieli, romantyków, brzuchomówców, naukowców i cyrkowców nie zajechałaby daleko. Potrzebna jest przeciwwaga, myśl surowa, prosta, nieogolona. Taka właśnie myśl ukształtowała muzykę na "Shit Fuck Kill", która to wypełniona szczelnie i po brzegi jest thrash/death’owym graniem wzmocnionym core’owym utwardzaczem. Thrash pojawia się zarówno za sprawą; gitar przemycają;cych do utworów patenty wynalezione przez duet Hanneman/King, jak i świetnych partii wokalisty, dzięki którym ich Recenzent zwycięża plebiscyt na stanowisko zbuntowanego i zagniewanego odpowiednika Steve’a "Zetro" Souzy. "Shit Fuck Kill" to także grindują;ce kanonady perkusyjne oraz uzupełniają;ce całokształt brudne, chaotyczne riffy o wyraĄnie hardcore’owej motoryce. Zastrzeżenia można mieć jedynie do elementów brzmienia materiału. Gdyby tak odwrócić nieco proporcje i docią;żyć gitary przy jednoczesnym odcią;żeniu zbyt zbasowanych i nagłośnionych dĄwięków generowanych za pomocą; kończyn dolnych, to siła rażenia Terrordome wzrosłaby znacznie.

Recenzent: Robert Jurkiewicz


Recka Shit Fuck Kill - Warheim- 05.2008

Ep'ka "Shit Fuck Kill" to charakterystyczny i "charakterny" kawał muzyki. Gwarantuję, że już pierwsze dźwięki zerwą; wam beret z głowy a potem będzie tylko lepiej! Produkcja tego materiału przygniata tak ciężarem jak i brzmieniem. Jest to istna dewastacja, która charakterystyką; wcale nie odstaje od grindcore'a. Terrordome to maszyna do kruszenia skał i nie są; to wcale czcze obietnice. Ultraszybkie, thrash metalowe riffy. Selektywne, grindcore'owo - podobne brzmienie i core'owy wokal czynią; z "Shit Fuck Kill" piekielne oręże do zabijania. Jeśli już o wokalu mowa to jest to jedyny element, który może nie przypaść od razu do gustu jednak Łapa wkłada w niego wiele siły i z uporem maniaka stara się wyrzygać zawartość żołą;dka. Przekonał mnie do siebie i zdecydowanie pasuje do reszty. Co więcej, nadaje tej muzyce agresywniejszego wydźwięku. Muzyka Terrordome należy do kategorii muzyki rozrywkowej. Słucha się jej szybko i przyjemnie. Do niczego nie zobowią;zuje i nie wymaga wysiłku żeby ją; poją;ć. Struktury są; proste a tempo diabelnie szybkie przez co "Shit Fuck Kill" przypadnie do gustu wielu osobom. Chłopaki mają; swój "przepis na sukces" i doskonale go realizują;. Takie granie nie ma prawa nie sprawdzić się na żywo i nie dać w kość każdemu maniakowi ekstremy. Muzyka dla fanów S.O.D, M.O.D., Anthrax, Macabre i im podobnych.

Ocena: 7/10
Recenzent: Rimmon

Recka Shit Fuck Kill - Millenium Metal- 04.2008

Krakowska ekipa Terrordome działa aktywnie od zaledwie dwóch lat, a EPka 'Shit Fuck Kill' to pierwsze jak dotychczas ich wydawnictwo i jak na tak krótki czas istnienia powiedzieć trzeba, że to naprawdę udany debiut. Nie jest to co prawda najświeższy materiał, bo nagrania zaczęto w 2006, a zakończono w 2007 roku, ale dopiero teraz dostałem tę płytkę. To siedem morderczych kawałków oraz intro, które przewalają; się przez słuchacza i co dziwne... na jakiś czas w głowie zostają;, mimo, że całość trwa nieco ponad 14 minut. Jeśli chodzi o stylistykę, w jakiej się chłopaki poruszają; to nie jest tak łatwo jednoznacznie ich zaszfladkować. Pierwsze odsłuchy pozwalają; wyłapać najwięcej mieszanki thrashmetalowej energii i motoryki z deathmetalową; brutalnością;, a momentami i grind core wyraĄnie słychać, zwłaszcza w kilkunastosekundowym 'Fuckbody'. Mieszanka wybuchowa, w której metal łą;czy się też z hard corem, słyszalnym najlepiej w 'Worry yourself to death'. Możnaby powiedzieć, że to coś na kształt crossoveru, kojarzą;cego się nie tylko z legendami takiego łojenia, ale też z kapelami pokroju chociażby Municipal Waste. Wszystkie kawałki są; inne. Nie wszystkie są; szybkimi łupankami, są; miejsca i na małe kombinacje, co doskonale uatrakcyjnia odbiór tej intensywnej mocno dawki łomotu. Riffy są; ostre jak piła tarczowa z okładki tej EPki, może niezbyt wyraĄnie słyszalne, ale kiedy się wsłuchać, to można wyłapać parę naprawdę fajnych patentów. Brakuje mi jednak solówek, ale rozumiem, że panowie postawili bardziej na dosadność i intensywny przekaz, więc mogło zabrakną;ć czasu jeszcze na popisy solowe. Oczywiście śladowo się pojawiają; w postaci wiertarek, ale to zdecydowanie za mało. Jeśli chodzi o najlepsze momenty materiału, to zdecydowanie do moich faworytów należą; 'Sickness among us' i 'Worry yourself to death', o którym już wspominałem, oraz nieco slayerowaty, zamykają;cy krą;żek 'Goddamn Asskicking well', w którym także solówki kojarzą; się ze Slayerem, ale najbardziej to to świetne zwolnienie, nawią;zują;ce do 'South Of heaven'. Wokalnie jest tu całkiem nieĄle. Najwięcej słychać jak na moje ucho thrashowego szczekania, podpartego hard core’owym na pół wrzaskiem i na pół melodeklamacją;. Czasem pojawia się coś na kształt growlu, ale bardziej jako zaakcentowanie mocniejszych momentów. Trochę możnaby ten wokal wysuną;ć do przodu, bo momentami zlewa się ze wszystkim, choć i tak jest dobrze, jak na pierwsze nagranie. Najbardziej podoba mi się praca perkusji, która momentami jest jakby na pierwszym planie. Doskonałe nagłośnienie centralek, które pulsują; w uszach i nadają; muzyce rozpędu. Doskonale perkusja brzmi, właśnie tak, jak lubię. Nie jest może zbyt technicznie i karkołomnie, ale za to są; doskonałe blasty i mocny groove. Jak na pierwszy raz jest nadzwyczaj dobrze. Naprawdę zaskoczyła mnie pozytywnie ta formacja. Nigdy wcześniej o niej nie słyszałem, a teraz wiem, że warto. Dlatego też z czystym sumieniem polecam zarówno fanom thrash metalu jak i grindcore’a. Z pewnością; warto się z tym materiałem zapoznać, zwłaszcza, że jest w całości do ścią;gnięcia na stronie zespołu. Gratulacje.

7/10
Recenzent: Atrej

Recka Shit Fuck Kill - Metalmundus- 02.2008

Spojrzałem na tytuł i pomyślałem: będzie dobrze, szykuje się niezły rozpierdol. Asekuracyjnie schowałem się za fotel, zeby mnie nie zmiotło. By nie zabijać przeciwnika od razu, Terrordome na począ;tek częstuje nas intrem w postaci fragmentu monologu generała Pattona z filmu 'Patton'(1970): 'I don't want to get any messages saying that 'we are holding our position.' We're not holding anything. Let the Hun do that. We are advancing constantly and we're not interested in holding onto anything except the enemy. We're going to hold onto him by the nose and we're going to kick him in the ass. We're going to kick the hell out of him all the time and we're going to go through him like crap through a goose!'. Zabrzmiało groznie, schowałem się dokładniej, intro się skończyło ...i jak nie przypierdoli! Dobrze, ze się ukryłem, fotel połamany, ale ja jeszcze jestem cały. Gorzej, ze chować się nie ma gdzie, a chłopaki z Terrordome łoją; z taką; furią;, ze zaraz mnie rozpieprzą; na kawałki. Czas chyba najwyzszy napisać, czym tak ostro atakuje Terrordome. Ano mamy do czynienia z wybuchową; mieszanką; thrashu i hardcore'a. Spokojnie, nie ma tu mowy o jakimś paskudnym nowomodnym metalcorze. O nie! Ci panowie są; głęboko zapatrzeni w Slayera, S.O.D., D.R.I. czy choćby Napalm Death. Jeśli chodzi o wzorce do porzą;dnej młócki, to nie mogli wybrać lepiej. Ja bym do tego zestawu kapel dołozył moze jeszcze Attitude Adjustment, stary crossoverowy band z USA. Wróćmy do 'Shit Fuck Kill'. Po zabójczym 'Sickness Among Us' juz ledwo stoję na nogach, ale ci sadyści mają; to gdzieś, jak shit fuck kill, to shit fuck kill. Trzeba było nie włą;czać tej płyty, więc sam jesteś sobie winien. 'Boiling Dogsblood' to kolejna petarda, która niszczy wszystko wokół. 'Fuckbody' to szybka śmierć, pół minuty czystej rzezi. 'Worry Yourself To Death' chyba najbardziej śmierdzi Slayerem, perkusista bije rekordy prędkości, a wokalista wypluwa credo zespołu: 'Shit Fuck Kill'. Na talerzu mamy jeszcze mój ulubiony z tej płytki 'Madcap Terror' i najdłuzszy z całego zestawu 'Goddamn Asskicking Well' (az 3 minuty!), w którym Terrordome łaskawie zwolnił w kilku fragmentach, byśmy mogli choć chwilkę odetchną;ć. Całość trwa zaledwie 14 minut, mija szybko i jedyne co mozna zrobić po przesłuchaniu, to puścić raz jeszcze. I znów przez kwadrans słuchać ostrego thrashcore'a w wykonaniu Terrordome, który po prostu zabija. Na zywo zespół równiez jest rewelacyjny, więc jeśli będziecie mieli okazję ich zobaczyć na koncercie, to nie wahajcie się ani chwili. Dla fanów thrashu, crossover jazda obowią;zkowa. Płytkę mozecie ścią;gną;ć za darmo ze strony zespołu (http://www.terrordome.net.pl), do czego gorą;co zachęcam. 'Shit Fuck Kill' ukazało się w zeszłym roku, więc po cichu liczę, ze niedługo panowie uraczą; nas nową; porcją; rzezni. Czekam z niecierpliwością;!

8/10
Recenzent: Maciek Rojewski

Recka Shit Fuck Kill - ChaosVault- 10.20077

Kraków to ma szczęście. Przez wieki był siedzibą; władców Polski, kulturalną; i naukową; stolicą; kraju. Ponadto ja tam się urodziłem. Jakby jeszcze mało plusów było na koncie grodu Kraka, to ma ono całkiem silną; scenę metalową;, a jednym z jej reprezentantów jest Terrordome. Od kilku dni mam przyjemność obcowania z ostatnim dziełem Krakowian, zatytułowanym niewinnie 'Shit Fuck Kill'. Nieprawdaz, ze słodko' Ale niechybnie ten bezpardonowy tytuł nie został uzyty w odniesieniu do epki Terrordome na chybił – trafił. Nie, powiem Wam, ze wydaje mi się, iz zamierzeniem chłopaków było, by ów bezpośredni tytuł był zwiastunem tego, co nas czeka po zetknięciu się z muzyką;. I chyba się nie mylę, bo gdy tylko przeleciało intro to dostałem po uszach takim intensywnym thrashem, ze spadłem z dywanu na podłogę i wcisnęło mnie między fugi. Uch, to był cios! Pasowałoby w tym miejscu uściślić, o jakiego rodzaju thrash metalu mowa. Jest to bowiem swoista mieszanka, chwilami śmierdzą;cego 'Endless Pain', 'Pleasure To Kill', szczyptę amerykańskiej szkoły i duzą; dozę wpływów starej szkoły hard core/punk. W efekcie tego wychodzi agresywna i biją;ca po pysku muzyka w stylu Suicidal Tendencies czy Stormtroopers Of Death, tylko w jeszcze mocniejszej formie. Ona naprawdę powala na glebę, dawno nie słyszałem takiej energetyzują;cej petardy w wykonaniu polskiego, młodego zespołu. Młodego, bo wydaje mi się, ze 'Shit Fuck Kill' jest pierwszym materiałem kapeli z Krakowa, lub jego okolic – dokładnie nie wiem. Ale owego krótkiego stazu nie słychać w przypadku Terrordome, no moze poza młodzieńczą; agresją; i bezczelnością;. Niewiele ponad dwuminutowe kawałki (a w przyszłości utworu 'Fuckbody' półminutowy) potęgują; poziom wkurwienia i jadu, niczym atmosfera w polskiej polityce przed wyborami. Tylko, ze w przypadku Terrordome nie powodują; u mnie niesmaku te ich wszystkie ciosy tu i ówdzie, czy wulgaryzmy wszelkiego rodzaju. Drazni mnie jedynie wokal, to znaczy jego brzmienie, bo same warunki gardłowe śpiewaka (śpiewaczki' – nie jestem pewien, bo w bio jest mowa o jakiejś Ewie), są; okej. Jest on trochę za bardzo schowany za gitary, ale mam wrazenie, ze jest to planowe. Zresztą;, przy takiej sieczce szybko przechodzi się nad tym do porzą;dku dziennego i powoduje miłe wrazenie, jakby 'Shit Fuck Kill' zostało nagrane na począ;tku lat dziewięćdziesią;tych ubiegłego wieku. W mordę, na sam koniec wyszło to wszystko trochę surowo z mojej strony, ale aby nie pozostawiać takiego wrazenia powiem, ze całość jest co najmniej niezła. Zachęcam więc Was do zapoznania się z 'Shit Fuck Kill', bo ta epka rozniesie Was w PiSdu. I wcale nie przesadzam, a Wy macie o tyle ułatwione zadanie, ze zespół umieścił krą;zek na swojej stronie internetowej – nie musicie więc ruszać dupy z domowego zacisza, by pozamiatało w waszym odtwarzaczu.

Recenzent: Oracle

Recka Shit Fuck Kill - The Nocturnal Battle Of Chariots- 09.20077

Terrordome to kapela ciekawa pod względem scenicznej przynalezności. Dzwięki pomimo iz brutalne nie dają; się tak łatwo wpisać w typowo metalowy kanon. Znacznie blizej im do sceny hc/grind/crust nawet pomimo tego, ze czasem ich muzyka zabrzmi jak hyper szybki thrash/death metal i w powietrzu unosi się zapach zabójców ze Slayer ('Worry yourself to death', 'Madcap Terror'). Oczywiście jest to porównanie na wyrost mają;ce jednak pokazać, ze te gatunki nie są; tak wcale daleko od siebie. Oczywiście nie ma tu jak przystało na crustową; napierdalankę tłustego brzmienia znanego z death metalowych płyt, wokal tez nie mozna nazwać growlem, ale nie o to tutaj chodzi. Mniacy pierwszych albumów Napalm Death czy stali przeczesywacze katalogu Self Made God, gdzie mozna wyróznić chociazby Herman Rarebell, bez problemu odnajdą; się w tym zgiełku serwowanym przez Terrordome. Tytuł 'Shit Fuck Kill' jest na tyle wymowny, ze nie trzeba niczego tłumaczyć - nie oczekujcie po tej kapeli litości, oni jeńców nie biorą;, bo nie mają; na to zwyczajnie czasu. Prą; do przodu w szaleńczym tempie, praktycznie zupełnie nie zwalniają;. Utwory są; stosunkowo krótkie, praktycznie w ogóle nie przekraczają; 2 i pół minuty, co wią;ze się oczywiście ze zwiększoną; intensywnością; materiału. I rzeczywiście, trudno złapać dech przy tej nieustannej kanonadzie dzwięków. Blasty, szybkie i rwane riffy, chore wokalizy (coś na skraju histerycznego wrzasku i obłą;kanego krzyku) dają; się ostro we znaki. A gdy wezmiemy pod uwagę fakt, iz pochodzą; one z gardła kobiety (kto by pomyślał':), to łatwo wtedy o odwołania do innej kapeli, a mianowicie Trocki...

Recenzent: Karel

Recka Shit Fuck Kill - Psychozine- 09.2007

Debiutancki materiał TERRORDOME został nagrany w Psychosound w Krakowie i juz ze względu na nazwę tego studia chłopaki mają; u mnie pewne dwie gwiazdki. Nie ma co, wszystko z Psycho w nazwie kojarzy mi się z czymś dobrym, jak nie najlepszym. Nawet jak pewne łosie myślą; inaczej. Ale zostawmy łosie w spokoju, niech im ziemia lekką; będzie a zajmijmy się materiałem 'Shit Fuck Kill'. Sam zespół swoją; twórczość określa mianem 'thrash hardcore' i mają; w tym określeniu wiele racji. Na 'Shit Fuck Kill' znajdziemy patenty zywcem wycięte ze starych amerykańskich kapel thrashowych ze Slayerem czy Dark Angel począ;wszy a skończywszy na hardcore'owej i crossoverowej uczcie w stylu S.O.D., D.R.I. czy nawet Biohazard. Tu i ówdzie odnajdziemy zalą;zki starego dobrego Napalm Death czy Carcass i dałbym odcią;ć rękę są;siadki mieszkają;cej piętro wyzej, jeśli się mylę i wyzej wymienione zespoły nie miały zadnego wpływu na dzisiejsze oblicze zespołu TERRORDOME. A pyzatym na 'Shit Fuck Kill' jest wszystko, czego oczekuje się od takich materiałów. Agresywne i potęzne gitary, prują;ca przed siebie sekcja rytmiczna i wykrzyczany wokal. Ostatnio miałem okazje wertować demo amerykańskiego Obscene Gesture, stylistycznie podobny materiał i muszę się przyznać, ze Polacy w konfrontacji z Amerykanami nie wypadają; gorzej. Więc powodów do narzekań nie ma. Mam nadzieję, ze tą; krótką;, ale zwięzłą; recenzją; mój drogi czytelniku zaintrygowałem cię na tyle tym materiałem, ze zadasz sobie trud i poszukasz tej płytki w ciemnych odmętach undergroundu bą;dz Internetu, bo moim zdaniem warto sobie taki trud zadać''

Recenzent: Belanger

Recka Shit Fuck Kill - Mroczna Strefa- 09.2007

Obojętnie jak by nazywać zawartość tego demo: czy jako prosty, szybki i niezwykle agresywny thrash metal, czy walą;cy po ryju death/grind, czy jako nuklearny wymiot prosto z czeluści piekła, to tak czy siak robi wrazenie. Mnie przekonała szczerość przekazu, bezkompromisowa muzyka i pewien taki kontrolowany spontan. Osiem numerów zamyka się w ledwie nieco ponad 14 minutach, a całość przemyka naprawdę momentalnie. Wazne jest to, ze ma się ochotę wracać do tego materiału, chociaz w zaden sposób nie zabija on brzmieniem. Ale mimo to jest tu to 'coś', co robi z człowieka miazgę, sieka na drobne kawałeczki i mieli na 666 sposobów. I to wszystko przy uzyciu prostych w sumie środków. Gitara wygrywa niezbyt skomplikowane, wywodzą;ce się częściowo z grind'u, a po części tez z thrash'u krótkie cięcia i z rzadka tylko pozwala sobie na drobne eksperymenty. Perkusja jedzie konkretnie do przodu i brzmi bardzo 'zywo'. świetnie, ze słychać szeleszczą;ce blachy, młócą;cy werbel i stopę bez zadnych bajerów. Oba instrumenty, jak i nie opisany tutaj bas są; bardzo efektywne i robią; niezłą; rozpierduchę. Kilka słów nalezy się tez wokaliście, który chyba najbardziej z całego składu nawią;zuje do starych thrash'owych ekip. Ten rodzaj intonacji w wokalach to raczej rzadki na naszym krajowym podwórku przypadek, ale naprawdę niezle się to wpasowuje w teksty pełne przekleństw, złorzeczeń i braku miłosierdzia dla blizniego. TERRORDOME dołą;czył tą; demówką; do grona prostolinijnych, bezkompromisowych i nakurwiają;cych ile wlezie krajowych band typu NECROCIDE, FLAGELLATION, BESTIAL RAIDS czy NUCLEAR VOMIT. O tamtych coś ostatnio ucichło i mam nadzieję, ze twórcy 'Shit Fuck Kill' nie dołą;czą; do nich w przyszłości. Chłopaki mają; potencjał, pomysł na granie i niech tego nie zmarnują;. Ocena: 8/10

Recenzent: Diovis




Copyright © 2006-2009 Terrordome - All Rights Reserved.